W drodze na następny nocleg do Page spotkał nas pierwszy podczas tej wyprawy deszcz, na szczęście siedzieliśmy w samochodzie. Opad był krótki i intensywny a okoliczne chmury wyglądały dość groźnie i burzowo i trochę nam później pokrzyżowały plany. Po dotarciu do Page postanowiliśmy zobaczyć jeszcze Horseshoe Bend. Parking znajduje się około 8km od centrum miasta, więc dotarcie tam to kwestia kilku minut jazdy samochodem i krótki spacer nad urwisko aby móc podziwiać w jak niespotykany sposób woda wyżłobiła swoje koryto. Próbowaliśmy uzyskać jak najlepsze zdjęcia ale w naszym arsenale fotograficznym brakuje jeszcze szerokokątnego obiektywu, dlatego nasze zdjęcia nie obejmują całego Horseshoe Bend. Niestety silny wiatr, który unosił drobinki piasku, zmusił nas do szybkiego opuszczenia tego miejsca i uniemożliwił poszukiwanie lepszego miejsca na zrobienie zdjęć. Później przy samochodzie wytrzepaliśmy z ubrań i włosów po kilka garści piasku, ale warto było zobaczyć tą niesamowitą „podkowę”, jaką utworzyła rzeka Colorado.
Pomimo psującej się pogody postanowiliśmy zobaczyć jeszcze tego dnia tamę Glen Canyon i sztuczne jezioro Powell. Nieco poniżej tamy znajduję się most z którego rozciąga się widok na tamę i jezioro oraz dalej w dół rzeki Colorado. Jednak zabezpieczenie w postaci siatki po obu stronach mostu skutecznie utrudniało zrobienie ciekawych zdjęć, ale na nas „nie ma mocnych” ;) i mimo przeciwności udało nam się uchwycić ładne fragmenty. Jezioro Powell uznawane jest za najpiękniejsze sztuczne jezioro na świecie. I rzeczywiście jezioro jest piękne, niesamowity jest brzeg jeziora, który przyjął kształt na jaki pozwalają ukształtowane wcześniej przez rzekę i powstałe w wyniku erozji ściany kanionu. Pogoda psuje się coraz bardziej i pojawiają się pierwsze błyskawice, co sprawia że decydujemy się na powrót do hotelu.
Zapraszamy do galerii:
albumPrzejechaliśmy 202mile=325km
0 comments:
Prześlij komentarz