czwartek, stycznia 05, 2012
czwartek, stycznia 05, 2012
poniedziałek, października 17, 2011
Podsumowanie
To już koniec naszej „tułaczki” po Stanach. Wróciliśmy do domu zmęczeni ale szczęśliwi :)
Kilka liczb podsumowujących:
5056mil = 8137km – przejechany dystans
7051 – ilość zrobionych zdjęć (z których zostało 1472)
9,5 – liczba Stanów które odwiedziliśmy (Kalifornia, Nevada, Montana, Arizona, Utah, Kolorado, Idaho, Wyoming, Texas i jedną nogą Nowy Meksyk)
20 dni zwiedzania
4 dni lotów (sztuk: Ola - 8, Piotrek - 9)
-8C – 40C – min i max temperatur wskazanych przez termometr w samochodzie
18 różnych miejsc w których spaliśmy
0 m.n.p.m. - 2778m n.p.m. – najniższy i najwyższy punkt
9 Parków Narodowych
Kilka innych pięknych miejsc m.in.
dodatkowo: wiele niesamowitych miejsc i wspomnień
bilans: BYŁO PIĘKNIE :)
album podsumowujący - 10 zdjęć z każdego dnia: album
Kilka liczb podsumowujących:
5056mil = 8137km – przejechany dystans
7051 – ilość zrobionych zdjęć (z których zostało 1472)
9,5 – liczba Stanów które odwiedziliśmy (Kalifornia, Nevada, Montana, Arizona, Utah, Kolorado, Idaho, Wyoming, Texas i jedną nogą Nowy Meksyk)
20 dni zwiedzania
4 dni lotów (sztuk: Ola - 8, Piotrek - 9)
-8C – 40C – min i max temperatur wskazanych przez termometr w samochodzie
18 różnych miejsc w których spaliśmy
0 m.n.p.m. - 2778m n.p.m. – najniższy i najwyższy punkt
9 Parków Narodowych
| Yosemite National Park | Yellowstone National Park |
|---|---|
| Grand Teton National Park | Canyolands National Park |
| Arches National Park | Mesa Verde National Park |
| Bryce Canyon National Park | Zion National Park |
| Grand Canyon National Park |
Kilka innych pięknych miejsc m.in.
| Mono Lake | Shoshone Falls |
|---|---|
| Colorado National Monument | Dead Horse Point |
| Monument Valley | Horseshoe Bend |
| Lake Powell | Antelope Canyon |
| Grand Canyon West | Las Vegas |
| Disneyland | Los Angeles |
| Venice Beach | wodospad McWay Creek |
| Santa Cruz – Natural Bridge | San Francisco |
dodatkowo: wiele niesamowitych miejsc i wspomnień
bilans: BYŁO PIĘKNIE :)
album podsumowujący - 10 zdjęć z każdego dnia: album
niedziela, października 16, 2011
10.15-10.16 - Powrót do Polski
Powrót do Polski minął nam spokojnie i sprawnie. Do Krakowa lecieliśmy przez Houston i Frankfurt, najpierw malutkim samolotem z napędem śmigłowym a potem już wygodnym transatlantyckim. Pierwsze dwa samoloty miały po 30 min opóźnienia ale ponieważ mieliśmy 4 i 5 godzin na przesiadki to w niczym nam to nie przeszkodziło. Zmęczeni ale niesamowicie szczęśliwi dotarliśmy do domu.
Kilka zdjęć z lotniska w Dallas, na kolejnych lotniskach głównie spaliśmy ;)
Link do wszystkich zdjęć: album
teraz czas spać a jutro małe podsumowanie
Kilka zdjęć z lotniska w Dallas, na kolejnych lotniskach głównie spaliśmy ;)
teraz czas spać a jutro małe podsumowanie
niedziela, października 16, 2011
10.14 - Lot do Dallas
W piątek wracaliśmy do Dallas, rano mieliśmy czas na krótki spacer po San Francisco a wieczorem po Dallas. Niestety lecąc w tą stronę straciliśmy 2 godziny na różnicy czasu i wylatując o 13 w 3,5 godzinny lot dolecieliśmy na 18.30, do San Francisco było to bardziej opłacalne. Krajobraz zachodnich Stanów z góry wygląda niesamowicie, tym razem udało nam się nawet rozpoznać kilka miejsc w których byliśmy.
Reszta zdjęć znajduje się tutaj: album
Reszta zdjęć znajduje się tutaj: album
niedziela, października 16, 2011
Drogi w USA
W skrócie możemy napisać że drogi w USA są proste, prawie bez zakrętów i przebiegają w kierunkach N-S, E-W. Od czasu do czasu pojawia się atrakcja w postaci zakrętu ale zdarza się to dość rzadko - kilkunasto kilometrowe odcinki prostych nie są tutaj czymś nadzwyczajnym, chyba że trasa przebiega w górzystym terenie, wtedy jest odwrotnie - prosta jest atrakcją. Niektóre autostrady są zupełnie inne niż w Europie, nie mają pasa zieleni oddzielającego dwie jezdnie, nie mają barierek oddzielających przeciwnie kierunki jazdy i mają zwykłe, kolizyjne skrzyżowania, ale i tak mają także status autostrady. Na takich właśnie autostradach można jechać baaaardzo długo nie spotykając żadnego innego samochodu. Zazwyczaj nie ma dziur i nierówności - zazwyczaj, bo czasami się trafiają, a wtedy są dość duże. Przeważają nierówności ponieważ dziury, jeśli już się pojawią są szybko eliminowane.
Kierowcy są zazwyczaj uprzejmi i wyrozumiali, z zachowania na drodze można wnioskować że Amerykanie nigdzie się nie spieszą i zawsze mają czas na dojechanie do celu. Oczywiście jak wszędzie zdarzają się tacy, którzy jednak muszą być szybciej w miejscu przeznaczenia, ale są w zdecydowanej mniejszości. Ruch na skrzyżowaniach jest mało dynamiczny w porównaniu do ruchu w Europie i trzeba porządnie przysnąć na zielonym aby usłyszeć klakson.
Na autostradzie pomimo prędkości rzędu 130 km/h można odnieść wrażenie, że wszystko dzieje się w nieco zwolnionym tempie, a to za sprawą ustawionych przez praktycznie wszystkich kierowców tempomatów.
Duża liczba autostrad połączona jest wielopoziomowymi węzłami drogowymi, które ciężko jest ogarnąć wzrokiem. Część pasów jedzie w jednym kierunku, część w innym i wszystko jest dobrze oznakowane. Projektanci mają niezłą wyobraźnię albo dobrego dealera ;).
Ewenementem w USA są skrzyżowania z czterema znakami stop. Działają na zasadzie - pierwszy zjeżdża ten kto pierwszy przyjechał, bez względu na to w jakim kierunku chciał jechać. Ciekawe jak sprawdza się takie skrzyżowanie przy 2 pasach ruchu w jedną stronę w godzinach szczytu - musi być całkiem wesoło :D
Kierowcy są zazwyczaj uprzejmi i wyrozumiali, z zachowania na drodze można wnioskować że Amerykanie nigdzie się nie spieszą i zawsze mają czas na dojechanie do celu. Oczywiście jak wszędzie zdarzają się tacy, którzy jednak muszą być szybciej w miejscu przeznaczenia, ale są w zdecydowanej mniejszości. Ruch na skrzyżowaniach jest mało dynamiczny w porównaniu do ruchu w Europie i trzeba porządnie przysnąć na zielonym aby usłyszeć klakson.
Na autostradzie pomimo prędkości rzędu 130 km/h można odnieść wrażenie, że wszystko dzieje się w nieco zwolnionym tempie, a to za sprawą ustawionych przez praktycznie wszystkich kierowców tempomatów.
Duża liczba autostrad połączona jest wielopoziomowymi węzłami drogowymi, które ciężko jest ogarnąć wzrokiem. Część pasów jedzie w jednym kierunku, część w innym i wszystko jest dobrze oznakowane. Projektanci mają niezłą wyobraźnię albo dobrego dealera ;).
Ewenementem w USA są skrzyżowania z czterema znakami stop. Działają na zasadzie - pierwszy zjeżdża ten kto pierwszy przyjechał, bez względu na to w jakim kierunku chciał jechać. Ciekawe jak sprawdza się takie skrzyżowanie przy 2 pasach ruchu w jedną stronę w godzinach szczytu - musi być całkiem wesoło :D
niedziela, października 16, 2011
10.13 - San Francisco
Pierwsze nasze zdziwienie po wjeździe do miasta nastąpiło po tym jak zobaczyliśmy jak strome potrafią być ulice i jak nagle zaczynają się spadki.
Dłuższa przejażdżka po tych górkach spowodowała, że nasze żołądki zaczęły powoli protestować, dlatego udaliśmy się na przerwę do parku miejskiego. Miejscami mieliśmy nieodparte wrażenie że był to naturalny las jedynie zaadoptowany do roli miejskiego parku przez wytyczenie alejek i przygotowanie miejsc do siedzenia. Jak na takie miasto park zajmował ogromną powierzchnię, można powiedzieć – płuca San Francisco.
Po chwili odpoczynku i spacerze ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu znaków z mewą, które wskazywały 80-cio kilometrową trasą widokową po mieście. Trasa tworzy pętlę wokół miasta łącząc miejsca najbardziej warte obejrzenia, dlatego co jakiś czas skręca również do ścisłego centrum.
Przejeżdżając przez centrum utknęliśmy w dość dużym korku, który mimo wszystko dość sprawnie się rozładowywał i tak kilkadziesiąt przecznic dalej dojechaliśmy pod most Golden Gate. W świetle zaczynającego zachodzić Słońca oraz pokryty lekką mgiełką wyglądał bardzo malowniczo.
Ostatnie kroki w San Francisco skierowaliśmy na plażę – „w stronę zachodzącego Słońca” ;) . To było nasze pożegnanie z oceanem, następnego dnia czekał nas początek powrotu do Domu.
Dłuższa przejażdżka po tych górkach spowodowała, że nasze żołądki zaczęły powoli protestować, dlatego udaliśmy się na przerwę do parku miejskiego. Miejscami mieliśmy nieodparte wrażenie że był to naturalny las jedynie zaadoptowany do roli miejskiego parku przez wytyczenie alejek i przygotowanie miejsc do siedzenia. Jak na takie miasto park zajmował ogromną powierzchnię, można powiedzieć – płuca San Francisco.
Po chwili odpoczynku i spacerze ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu znaków z mewą, które wskazywały 80-cio kilometrową trasą widokową po mieście. Trasa tworzy pętlę wokół miasta łącząc miejsca najbardziej warte obejrzenia, dlatego co jakiś czas skręca również do ścisłego centrum.
Przejeżdżając przez centrum utknęliśmy w dość dużym korku, który mimo wszystko dość sprawnie się rozładowywał i tak kilkadziesiąt przecznic dalej dojechaliśmy pod most Golden Gate. W świetle zaczynającego zachodzić Słońca oraz pokryty lekką mgiełką wyglądał bardzo malowniczo.
Ostatnie kroki w San Francisco skierowaliśmy na plażę – „w stronę zachodzącego Słońca” ;) . To było nasze pożegnanie z oceanem, następnego dnia czekał nas początek powrotu do Domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
