Ostatecznie dojechaliśmy na miejsce wskazane przez GPS i tu okazało się, że jest to sztab dowodzenia strażników Parku (wszyscy mieli super kapelusze) na szczęście byli wyrozumiali i zamiast dać nam karę powiedzieli „Never trust GPS here” i wskazali nam dobrą drogę.
Przez to na kamping dojechaliśmy jak było szaro a namiot znaleźliśmy w ciemnościach. Okazało się, że na kampingu jest Wi-Fi w pokoju ogólnodostępnym więc po rozpakowaniu udaliśmy się tam w celu napisania czegoś i naładowania elektroniki. Niestety po tym jak usnęliśmy na siedząco stwierdziliśmy, że zostawimy to na rano i idziemy spać. Wszystko byłoby super ale nie spodziewaliśmy się, że w nocy jest tak zimno – w dzień było ok 35C a w nocy nie więcej niż 10C.
Spaliśmy w samym środku parku, dookoła był las i bardzo wysokie skały a na niebie było widać tysiące gwiazd. Namiot miał na wyposażeniu dwa koszmarnie niewygodne łóżka ale w tym stanie nic nam nie przeszkadzało. Przed każdym namiotem jest szafka antymisiowa na jedzenie. W parku obowiązuje zakaz zostawiania jedzenia w samochodzie na noc oraz jakiegokolwiek gotowania bo misie lubią przychodzić na żebry.
A tu nasz namiot:
Mapka dzisiejszej drogi:
Wyświetl większą mapę
W sumie zrobiliśmy 200mil = 320km
Więcej zdjęć soboty jest tutaj: album

0 comments:
Prześlij komentarz