piątek, września 23, 2011

23.09 - Doleciałam :D

Miało być dzisiaj trochę o Dallas, ale niestety nie będzie. Samolot z Frankfurtu wystartował z godzinnym opóźnieniem i następnemu w Huston mogłam co najwyżej pomachać. Piotrek w między czasie zmienił mi rezerwację na następny lot i o 22.10 czasu lokalnego szczęśliwie wylądowałam. A, że juto o 7.40 mamy kolejny lot to już w miasto się nie wypuszczaliśmy. No nic będziemy tu znowu za 3 tygodnie. Jedyny plus to super lot w nocy i piękne widoki oświetlonych miast.















A co jest najważniejsze gdy leci się do Stanów? wiza i adres
Zapomniałam sobie spisać adresu hotelu i w Niemczech pojawił się problem. Po odpowiedzi na standardowe pytania, Pan zapytał mnie o adres w Stanach. O tym, że będziemy ich mieć chyba 18 nie było sensu mówić, więc ładnie wyjaśniłam, że będę spać w hotelu w którym jest mąż. Na co Pan miło powiedział "No address no fly" i przestało być miło. Ale po dłuższej rozmowie w końcu jakiś tam mi wpisał ale zaznaczył, że jak przy wypełnianiu papierów nie będę mieć to będę mieć problem. Potem już adres znalazłam a i tak na to nikt nie patrzył. Ogólnie wszystkie kontrole przeszły gładko i po pytaniu "Czy przewozi Pani kiełbasę?" mogłam spokojnie wejść na teren Stanów :)

Wykorzystam jeszcze dzisiejsze posiadanie internetu i napiszę o widoku z góry, jutro śpimy pod namiotem w samym środku Yosemite i tam pewnie internetu nie będzie.
To co widać na pierwszy rzut oka to przestrzeń i proste krawędzie. Wszystko jest tak ładnie poukładane i rewelacyjnie widać z góry proste szerokie autostrady, ogólnie teren z góry wygląda jak szachownica. Zabudowa niziutka, osiedla jak z seriali, no trochę inaczej niż w europie ;)

czas spać :)

0 comments:

Prześlij komentarz